W sobotę wybraliśmy się do mojego ukochanego Krakowa. Mieszkałam tam podczas studiów i od tego czasu zdążyłam się już stęsknic. Niestety stwierdziłam, że powoli staje sie on dla mnie obcy. Od tych dwóch lat zdążyło się już wiele zmienic, choc bywam tam mnie więcej co pół roku.
Głównym punktem naszej wyprawy był Wawel i oczywiście od dawna obiecywany Kacprowi Smok Wawelski. Co prawda nie bardzo go zainteresował, może tylko momentami, gdy zionął ogniem.
Wyprawa naprawde nam się udała, a pogoda jak widac nas nie zawiodła. Kraków jest magiczny.
W grudniu znów się wybieramy, jak co roku. Mamy taki rytuał, że przed świętami jedziemy na kiermasz przedświąteczny do Krakowa.
Moje małe kochanie -> KapiMoi faceci
a to ja
A tu Mysza i dżdżownica
w trakcie wyczekiwania na pojawienie się kolejnego robala
Gośc honorowy
Liczenie czy są wszystkie krzesła na miejscu
Smok
Ognisty oddech
Floriańska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz